
W piątek 8 stycznia 2026 roku Prezydent RP Karol Nawrocki podjął decyzję o zawetowaniu nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Ta decyzja budzi wiele emocji i pytań dotyczących przyszłości polskiego internetu oraz wolności słowa w sieci. Projekt ustawy miał na celu implementację unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA), który jest kluczowym narzędziem w walce z nielegalnymi treściami w internecie. Prezydent uzasadnił swoje weto, podkreślając, że ustawa mogłaby prowadzić do nadmiernej cenzury i ograniczenia swobody wypowiedzi. Ta decyzja wywołała burzę w środowisku prawniczym, politycznym i wśród użytkowników internetu, którzy zastanawiają się, jakie będą jej konsekwencje.
Zgodnie z zawetowanym projektem, prezesi Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) mieliby uprawnienia do wydawania nakazów platformom internetowym dotyczących usuwania treści uznanych za nielegalne. Dotyczyło to szerokiego katalogu 27 czynów zabronionych, głównie określonych w Kodeksie karnym. Wśród nich znalazły się m.in. groźby karalne, nawoływanie do samobójstwa, promowanie pedofilii, propagowanie ideologii totalitarnych, a także nawoływanie do nienawiści i znieważanie na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych czy wyznaniowych. Co więcej, ustawa miała również obejmować treści naruszające prawa autorskie oraz te związane z nielegalną sprzedażą towarów lub świadczeniem usług.
Urząd Komunikacji Elektronicznej miałby także możliwość odblokowywania treści, które zostały wcześniej zablokowane przez platformy internetowe, w ściśle określonych przypadkach. To wszystko miało, przynajmniej w teorii, zapewnić skuteczniejsze i szybsze reagowanie na zagrożenia w sieci, chroniąc użytkowników przed szkodliwymi treściami.
Decyzja Karola Nawrockiego o zawetowaniu nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną wywołała szeroką dyskusję na temat granic wolności słowa w internecie i roli państwa w regulowaniu treści online. Głównym argumentem, który prezydent przedstawił jako podstawę swojego weta, była obawa przed potencjalnym nadużywaniem przepisów i stosowaniem cenzury. Jego zdaniem ustawa w obecnym kształcie mogła stworzyć mechanizmy, które w praktyce prowadziłyby do blokowania treści niezgodnych z linią polityczną, a niekoniecznie faktycznie nielegalnych. Taka sytuacja mogłaby zagrozić fundamentalnym prawom obywatelskim, w tym prawu do swobodnego wyrażania opinii i dostępu do informacji.
W uzasadnieniu weta podkreślono również, że przepisy dawały zbyt szerokie uprawnienia urzędnikom, bez odpowiednich zabezpieczeń przed ich arbitralnym wykorzystaniem. Brak precyzyjnych definicji i kryteriów, na podstawie których miałyby być blokowane treści, mógłby prowadzić do subiektywnych interpretacji i niejednolitych decyzji. To z kolei mogłoby skutkować chaosem prawnym i brakiem pewności dla użytkowników internetu oraz dla samych platform. Prezydent wyraził również obawy, że ustawa mogłaby być wykorzystana do eliminowania niewygodnych opinii, co w dłuższej perspektywie podważyłoby zaufanie społeczne do instytucji państwowych i do internetu jako przestrzeni do wolnej wymiany myśli. Weto Prezydenta ma zatem, jak stwierdzono. na celu ochronę wartości demokratycznych i zapewnienie, że wszelkie regulacje dotyczące internetu będą transparentne, proporcjonalne i nie będą prowadzić do nadmiernej ingerencji w wolność obywatelską.
Polecany artyku