
Cihan wypuszcza drania, Sila rani Kuzeya dla Bahar.Cihan po tajemniczej rozmowie pozwala uciec ojcu Zeynep, a Ege zaczyna podejrzewać grę na dwa fronty W szpitalnym parku Sila świadomie łamie serce Kuzeya, by ocalić małżeństwo siostry—i decyduje się odejść, mimo próśb Leventa Tymczasem Hulya i Yildiz znajdują nagranie Alpera obciążające Cavidan, lecz ta zamyka je w pomieszczeniu gospodarczym tuż przed przyjazdem Kuzeya W domu Feraye wybucha konfrontacja: Ege żąda prawdy o ojcu Zeynep i oskarża ciotkę o milczenie

Czy laptop z wyznaniem Alpera trafi do rąk Kuzeya, zanim Cavidan go przejmie? I czy Sila zniknie, nim Kuzey zrozumie, że jej „kłamstwo” było aktem poświęcenia? „Miłość i nadzieja” – odcinek 279 – szczegółowe streszczenie.Powietrze drżało, przesycone niewypowiedzianym napięciem Cihan stał nieruchomo pośrodku chaosu, a jego twarz, zwykle będąca maską chłodnej kalkulacji, na ułamek sekundy zdradziła cień wahania Słowa Alpera, rzucone w desperacji, wbiły mu się w umysł niczym zatruty sztylet, otwierając drzwi do prawdy, której istnienia nawet nie podejrzewał

Prawdy o ojcu Zeynep. To była broń. Broń potężniejsza niż pięści jego osiłków, potężniejsza niż pieniądze, którymi tak zręcznie manipulował światem I w tym jednym, kluczowym momencie, Cihan podjął decyzję. Nie z litości. Nie ze współczucia Ale z zimnego, wyrachowanego instynktu drapieżnika, który wie, kiedy pozwolić ofierze uciec, by potem zapolować na grubszego zwierza Jego uścisk na ramieniu Alpera zelżał niemal niezauważalnie. To był sygnał. Alper, człowiek osaczony i przerażony, zrozumiał go w mgnieniu oka

W jego oczach pojawił się błysk niedowierzania, a potem dzikiej, pierwotnej chęci przetrwania Nie czekał na drugą szansę. Odepchnął Cihana z siłą, na jaką stać tylko kogoś, kto walczy o życie, i rzucił się w szaleńczy bieg Jego stopy uderzały o asfalt w nierównym, panicznym rytmie.Przebiegł przez ulicę, nie zważając na pisk opon nadjeżdżającego samochodu, który zahamował zaledwie centymetry od niego Po drugiej stronie, jak na zawołanie, pojawiła się żółta taksówka. Alper szarpnął za klamkę, wpadł na tylne siedzenie, krzycząc coś niezrozumiałego do kierowcy Samochód ruszył z impetem, znikając za zakrętem, pozostawiając po sobie jedynie zapach spalin i pył unoszący się w świetle ulicznych latarni Ege, który w instynktownym odruchu rzucił się za nim w pogoń, zatrzymał się w pół kroku, bezradnie patrząc w pustkę Wrócił, a każdy jego krok był ciężki od wściekłości i rosnącej konsternacji. Zatrzymał się tuż przed Cihanem, a jego pierś unosiła się gwałtownie

Pot spływał mu po skroniach, mieszając się z brudem ulicy.– Co ty tu, do cholery, robisz? – warknął, a jego głos był chrapliwy od wysiłku i gniewu Wzrokiem omiótł Cihana, a potem przeniósł go na dwie milczące, potężne sylwetki stojące za nim niczym ponurzy strażnicy – A oni kim są? Twoja prywatna armia?.Cihan uniósł kącik ust w geście, który miał być uśmiechem, ale wyglądał raczej jak grymas pogardy Był spokojny, opanowany, jakby cała sytuacja była jedynie drobnym, nieistotnym epizodem – Spokojnie, Ege. Niepotrzebnie się unosisz – odparł jedwabiście gładkim tonem. – To moi dobrzy znajomi z sąsiedztwa Przyjaciele, na których zawsze można liczyć.Zadzwoniłem do nich, kiedy tylko poczułem, że cioci Gonul może grozić jakieś niebezpieczeństwo Coś w powietrzu wisiało, rozumiesz? Taka intuicja. Poprosiłem ich, żeby dyskretnie obserwowali dom Kiedy tylko zauważyli tego drania kręcącego się w pobliżu, od razu dali mi znać. Przyjechałem najszybciej, jak mogłem – I co?! – Ege niemal krzyknął, robiąc krok do przodu.– Przyjechałeś po to, żeby pozwolić mu uciec?! Stałeś i patrzyłeś, jak znika! – Chyba nie widziałeś dokładnie, co się stało – Cihan rozłożył ręce w geście udawanej bezradności – Byłeś zbyt zajęty swoją bohaterską szarżą. Szarpałem się z nim, walczyliśmy. Uderzył mnie, widzisz? – Wskazał na swój policzek, na którym nie było najmniejszego śladu – Odepchnął mnie z całej siły, straciłem równowagę.A ty? Gdzie wtedy byłeś? Gdybyś go mocniej trzymał, gdybyś nie był taką ciamajdą, nigdzie by nie uciekł To twoja wina, nie moja.Ege zmrużył oczy, próbując przeniknąć przez mur kłamstw, który Cihan tak sprawnie wokół siebie budował Coś się nie zgadzało. Czuł to w kościach.– Zanim uciekł, coś ci powiedział? – naciskał, a jego głos stał się cichszy, bardziej przenikliwy – Widziałem, że rozmawialiście.– Co niby miał mi powiedzieć w takiej chwili? – Cihan uniósł pytająco brew, udając zdziwienie – Że pogoda jest ładna?.– Nie wiem. Staliście bardzo blisko. To nie wyglądało na zwykłą szarpaninę – Rozmawialiśmy? – prychnął Cihan z udawanym rozbawieniem. – Chyba sobie żartujesz Raczej obrzucaliśmy się wyzwiskami. On krzyczał, ja krzyczałem. Standardowa procedura w takich sytuacjach Nie wiedziałeś?.Ege wiedział, że nic więcej nie wyciągnie.Przynajmniej na razie Wyprostował się, starając się odzyskać panowanie nad sobą, chociaż podejrzenia wżerały mu się w duszę jak kwas – Dobrze. W porządku – mruknął. – Teraz zajmij się swoimi sprawami. Ja zajmę się resztą – Och, ależ skąd. Moje sprawy są tutaj – oznajmił Cihan z niewzruszonym spokojem.– Najpierw muszę pójść i zobaczyć, jak czuje się ciocia Gonul Przeżyła straszny szok. Potrzebuje kogoś, kto ją uspokoi.– Ja się tym zajmę! – wybuchnął Ege, tracąc resztki cierpliwości Jego głos odbił się echem w cichej uliczce. – Ty już zrobiłeś wystarczająco dużo! Cihan zaśmiał się cicho pod nosem, potrząsając z politowaniem głową.Jego spojrzenie było pełne jadu – Ty zawsze chcesz być bohaterem, co, Ege? – powiedział, a w jego uśmiechu kryła się cała pogarda, jaką dla niego żywił – Zawsze pierwszy do ratowania dam w opresji. Ale nie zapominaj o jednym, mały rycerzu: to dzięki mnie ta kobieta jest cała i zdrowa Gdybym nie wezwał moich przyjaciół na czas, nie wiadomo, co ten psychopata mógłby jej zrobić To ja przewidziałem zagrożenie. Ty tylko przybiegłeś na gotowe.– Nie martw się o nią – wysyczał Ege przez zaciśnięte zęby – Dopóki ja tu jestem, nie pozwolę, żeby coś jej się stało.– To ja ją ocaliłem, nie ty – przypomniał mu Cihan, mrużąc oczy, a jego głos stał się twardy jak stal – I to ja teraz do niej pójdę. A ty zostaniesz tutaj i nie będziesz mi wchodził w drogę Zrozumiano?.Nie czekając na odpowiedź, która i tak by go nie obeszła, Cihan odwrócił się na pięcie Skinął głową swoim gorylom i razem ruszyli w stronę domu Gonul, zostawiając Ege samego na środku ulicy, kipiącego z bezsilnej wściekłości Cihan szedł powoli, z satysfakcją. Dopiero gdy zniknął za rogiem budynku, z dala od ciekawskich oczu Ege, zatrzymał się Jego twarz natychmiast się zmieniła.Zniknął pogardliwy uśmieszek, a pojawiła się zimna, bezwzględna determinacja Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer. Przez chwilę słuchał sygnału, a potem odezwał się cicho, ale tonem nieznoszącym sprzeciwu – Daj mu te pieniądze. Wszystko, co obiecaliśmy. I każ mu zniknąć. Ma się więcej nie pokazywać w tym mieście W ogóle w tym kraju. Ma zapaść się pod ziemię.Tak, usłyszałem to, czego chciałem Informacja jest bezcenna. Możesz go puścić. Ale zanim to zrobisz, przypomnij mu bardzo dokładnie, co się z nim stanie, jeśli jeszcze kiedykolwiek spróbuje nas oszukać albo wrócić Niech wie, że moja cierpliwość ma swoje granice. I właśnie się skończyła.Szpitalny park tonął w łagodnym świetle popołudniowego słońca Drzewa, naznaczone już pierwszymi tchnieniami jesieni, zrzucały pojedyncze, złociste liście, które wirowały w powietrzu, zanim opadły na starannie przystrzyżony trawnik W tej leniwej, niemal sennej scenerii, Sila i Kuzey stali naprzeciw siebie.Dzieliło ich zaledwie kilka kroków, ale czuło się, jakby była to przepaść nie do pokonania Cisza, która zapadła między nimi, była gęsta i ciężka, pełna niewypowiedzianych słów, wspomnień i bólu Ich spojrzenia spotkały się i splotły w uścisku, który był jednocześnie pieszczotą i walką Nie patrz tak na mnie, Sila… – błagał w myślach Kuzey, zmuszając się, by na moment odwrócić wzrok w bok, na kępę późnych róż – Proszę, nie patrz mi w oczy w ten sposób.Jeśli to zrobisz, jeśli zobaczę w nich choćby cień tego, co było, znów zacznę wierzyć A ja nie mogę. Nie mogę sobie na to pozwolić.Ja nigdy cię nie okłamałam, Kuzeyu, – odpowiadało mu jej milczące serce Każde jego uderzenie zdawało się krzyczeć te słowa. – Kochałam cię… Mój Boże, jak ja cię kochałam Tak mocno, że aż bolało, że rozrywało mi płuca przy każdym oddechu.Tęskniłam za tobą w każdej sekundzie każdego dnia, każdej bezsennej nocy Ja też tęskniłem, Sila… – myślał on, zaciskając pięści tak mocno, że paznokcie wbijały mu się w dłonie – Tak bardzo, że czasami myślałem, że umrę z tej tęsknoty. Że to uczucie wypali mnie od środka i zostanie po mnie tylko pustka Jakby przyciągani niewidzialną, magnetyczną siłą, której nie potrafili się oprzeć, ich stopy zaczęły się niepostrzeżenie zbliżać Krok. Potem drugi.Powoli, z wahaniem, jakby testowali grunt, który w każdej chwili mógł się pod nimi zapaść Byli jak dwa przeciwne bieguny magnesu, skazane na wieczne przyciąganie, bez względu na to, jak bardzo próbowałyby się odepchnąć Niedaleko, na ławce pod kasztanowcem, zatrzymały się trzy pacjentki w szpitalnych szlafrokach Obserwowały ich w milczeniu, z zaciekawieniem i nutą współczucia.Po chwili jedna z nich nachyliła się do drugiej i szepnęła, a jej głos był ledwo słyszalny, jak szelest liści: — Jej życzenie się spełniło. Widzisz? Sila odnalazła swojego ukochanego.Potem wstały i odeszły, a ich kroki stłumiła miękka trawa Jednak echo tych słów zawisło w powietrzu między Silą a Kuzeyem.— Dlaczego ta kobieta tak powiedziała? — spytał Kuzey, a jego głos był lekko zachrypnięty Wyraźne zmieszanie malowało się na jego twarzy.— Nie wiem… — odparła Sila, a na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, tak smutny i kruchy, że serce krajało się na jego widok Uśmiech ten walczył o przetrwanie z łzami, które w końcu wygrały, spływając cichymi strumieniami po jej policzkach — Płaczesz? — szepnął, a jego głos złagodniał, tracąc całą swą surowość. Chciał wyciągnąć rękę, otrzeć te łzy, ale nie śmiał — Ty też… — odparła jeszcze ciszej, patrząc na błysk w jego oczach.Kuzey gwałtownie odwrócił głowę, jakby przyłapano go na czymś wstydliwym, i szybko przetarł oczy wierzchem dłoni — To tylko pył… Coś mi wpadło do oka – mruknął obronnym tonem.— Tak, mnie też coś wpadło do oka — podchwyciła, próbując stłumić drżenie głosu, które zdradzało jej prawdziwe emocje Zapadła między nimi chwila ciszy.— Widziałam cię tu już kilka razy wcześniej – powiedziała w końcu, by przerwać nieznośne milczenie — Dlaczego nic nie powiedziałaś? Dlaczego się ukrywałaś?.— A co miałam powiedzieć? — uśmiechnęła się gorzko, bez śladu radości — Cześć, Kuzey, to ja, kobieta, która zniszczyła ci życie? Nie miałam odwagi. Właściwie… — zawahała się, biorąc głęboki oddech, by zebrać siły na to, co musiała powiedzieć — Teraz jesteśmy jak rodzina. Prawie. Ożeniłeś się z Bahar. Z moją siostrą.Życzę wam szczęścia Z całego serca. Naprawdę. Powinniśmy zapomnieć o tym, co wydarzyło się na tym przeklętym ślubie Ja wtedy nie pamiętałam wszystkiego, byłam jak we mgle, ale kiedy się na mnie zezłościłeś… wiedziałam, że miałeś rację Czułam to.— Skoro nic nie pamiętasz, to skąd ta pewność? — spytał twardo, znów wznosząc wokół siebie mur obronny Nie mógł pozwolić, by jej smutne oczy złamały jego postanowienie.Sila przełknęła głośno ślinę Każde kolejne słowo było jak gwóźdź wbijany w jej własne serce, ale wiedziała, że musi to zrobić Dla Bahar. Dla ich przyszłości.— Bo pamiętam Alpera — wyszeptała, a to imię zabrzmiało na jej ustach jak bluźnierstwo — Pamiętam, jak bardzo go kochałam.Twarz Kuzeya drgnęła niemal niezauważalnie, ale w jego oczach coś pękło Jak cienka warstwa lodu na zamarzniętym jeziorze, pod którą czaiła się czarna, lodowata otchłań bólu Milczał, czekając na dalszy ciąg.— Przepraszam za wszystko… — kontynuowała Sila, a jej głos stawał się coraz bardziej niestabilny — Za każdą ranę, jaką ci zadałam. Za każdą łzę, którą wylałeś. Nie chciałam cię skrzywdzić, przysięgam Zrobiłam to wszystko… z miłości. Z miłości do Alpera. Wiem, że was oszukaliśmy, że nasza historia była jednym wielkim kłamstwem, ale nie miałam innego wyjścia Musiałam go chronić. Tak jak ty teraz kochasz Bahar… tak ja kocham jego.Zawsze kochałam — Dość! — przerwał jej w końcu Kuzey. Jego głos zadrżał od tłumionego cierpienia. To nie był krzyk, do jakiego przywykła – nie ten pełen gniewu i furii To był zduszony jęk, krzyk złamanego serca, dźwięk, który brzmiał jak tłumiony szloch kogoś, kto stracił wszystko — Nie gniewaj się na mnie, proszę… — błagała Sila, a łzy płynęły już bez żadnej kontroli, mocząc kołnierz jej bluzki — Ja naprawdę… ja zawsze kochałam Alpera. A serce… serca nie da się oszukać.Ono wie, kogo wybrać Moje wybrało jego.— Myślisz, że w to uwierzę? — spojrzał na nią z bezdenną goryczą, a w jego oczach płonął ogień zdrady — Że po tym wszystkim, co się stało, ty nadal go kochasz? Dlaczego więc powiedziałaś Leventowi coś zupełnie innego? Był u mnie On twierdzi, że jesteś niewinna. Opowiedział mi twoją wersję.Że Alper cię porwał, że cię odurzył i oszukał Powiedziałaś mu też, że to mnie kochasz. Słyszysz? Mnie! Więc czemu, do diabła, teraz stoisz tu i wciskasz mi te kłamstwa?! Komu kłamiesz, Sila? Jemu czy mnie?! — Ja… — zająknęła się, a jej twarz pobladła. Świat zawirował jej przed oczami. Levent Dlaczego to zrobił? — To nieprawda. Skłamałam mu.Chciałam, żeby mi pomógł, żeby mnie stąd wypuścił Powiedziałam to, co chciał usłyszeć. Proszę, idź do Bahar. Wróć do niej. Kochaj ją tak, jak na to zasługuje, bądź z nią szczęśliwy Zapomnij o mnie.Kuzey potrząsnął głową, a na jego twarzy malowało się niedowierzanie i głębokie rozczarowanie Nie potrafił już dłużej tego słuchać. Każde jej słowo było kolejnym ciosem.Bez słowa więcej, bez jednego spojrzenia, odwrócił się i odszedł Jego sylwetka stawała się coraz mniejsza, aż w końcu zniknęła za budynkiem szpitala Sila stała jeszcze przez chwilę, nieruchoma jak posąg. A potem siła opuściła jej ciało Kolana się pod nią ugięły i osunęła się na trawę. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na krzyk Z jej piersi wyrwał się niepohamowany, rozdzierający serce szloch.Płakała nad swoim złamanym losem, nad miłością, którą musiała pogrzebać, nad szczęściem, które było tak blisko, a które sama odepchnęła Dla siostry. Dla jej szczęścia poświęciła wszystko – nawet własne serce. Porzuciła jedynego mężczyznę, którego kiedykolwiek kochała A ból tej straty był nie do zniesienia.W pokoju panował półmrok.Jedyne światło pochodziło z ekranu laptopa, rzucając na twarze Hulyi i Yildiz niespokojne, migotliwe cienie Siedziały w milczeniu przy łóżku, a powietrze między nimi było tak ciężkie od napięcia, że można by je kroić nożem Na ekranie pojawiła się twarz Alpera. Był blady, a pod jego oczami widniały ciemne sińce Głos miał chrapliwy, zdradzający skrajne wyczerpanie i strach, jakby mówił w wielkim pośpiechu, pod ogromną presją czasu, z pistoletem przystawionym do głowy — Kuzeyu… musisz mi uwierzyć. To ja porwałem Silę. To wszystko moja wina. Przez kilka dni podawałem jej narkotyki, silne środki, które mieszały jej w głowieWmawiałem jej, że jesteś naszym największym wrogiem, że chcesz ją skrzywdzić. Chciałem ją złamać, rozumiesz? Zniszczyć jej pamięć o tobie Kiedy cię zobaczyła na ślubie, jej umysł… on całkowicie się posypał. To był dla niej zbyt duży szok Ale nawet wtedy, w tym okropnym stanie, nawet kiedy nie wiedziała, kim jest, myślała tylko o tobie Twoje imię… powtarzała je przez sen. Ona cię kocha, Kuzeyu.Rozumiesz? Kocha cię do szaleństwa Mnie nigdy nie kochała. Nigdy. Sila jest niewinna. Całkowicie niewinna. To wszystko Cavidan… to ona… Obraz nagle zamarł. Dźwięk urwał się w pół słowa, zastąpiony przez irytujące buczenie Na ekranie pojawił się symbol buforowania, który kręcił się w nieskończoność.— Zatrzymało się! Nie! – wybuchnęła Hulya, uderzając otwartą dłonią w materac Jej twarz poczerwieniała z frustracji. – Słyszałaś, Yildiz?! Słyszałaś?! Wspomniał o Cavidan! Powiedział jej imię! Yildiz, zrób coś! Dlaczego to się nie odtwarza dalej?! Naciśnij coś! — To wszystko, co się załadowało – odpowiedziała spokojniej Yildiz, choć i w jej oczach malował się głęboki niepokój Stukała w klawiaturę, ale bez skutku.– Obejrzałam to nagranie dokładnie do tego momentu Potem pani Cavidan weszła do pokoju i wyjęła pendrive z komputera. Nie dała mi obejrzeć reszty Hulya zacisnęła dłonie na oparciu krzesła tak mocno, że jej knykcie pobielały.— A więc to tak To dlatego. Alper musiał powiedzieć o niej coś jeszcze. Coś strasznego.Dlatego Cavidan tak bardzo nas zniechęcała do oglądania tego Dlatego wymyśliła tę historię o wirusie. Bała się, że cała jej perfidna gra wyjdzie na jaw Ta wiedźma!.— Ale… co ona mogła mieć z tym wszystkim wspólnego? – Yildiz spojrzała z niedowierzaniem na Hulyę Myśl, że elegancka, dystyngowana pani Cavidan mogłaby być zamieszana w porwanie i narkotyki, wydawała się absurdalna — Nie wiem – Hulya potrząsnęła energicznie głową, a w jej głosie słychać było nową, żelazną determinację – Jeszcze nie wiem. Ale dowiem się. Przysięgam na wszystko, co dla mnie święte, że dowiem się prawdyI przysięgam, że pokażę to nagranie Kuzeyowi. On będzie wiedział, co z tym zrobić On zedrze maskę z twarzy tej kobiety i obnaży wszystkie jej kłamstwa.Z głośnym trzaskiem zamknęła laptopa, a potem podała go Yildiz — Schowaj go. Schowaj w jakimś bezpiecznym miejscu, gdzie nikt go nie znajdzie.Absolutnie nikt nie może się dowiedzieć, że znamy ten sekret, dopóki Kuzey nie przyjedzie Musimy być ostrożne. Cavidan jest zdolna do wszystkiego.Yildiz przycisnęła komputer do piersi, jakby niósł w sobie ładunek potężniejszy niż dynamit Czuła na sobie ciężar tej straszliwej tajemnicy.Pomieszczenie gospodarcze przylegające do garażu pachniało kurzem, starą ziemią i zapachem drewna Jedyne światło wpadało przez małe, zabrudzone okienko wysoko pod sufitem, rysując na betonowej podłodze świetlisty prostokąt, w którym tańczyły miliony drobinek kurzu Yildiz i Hulya weszły do środka na palcach, jak spiskowcy. Tuż za nimi, bezszelestnie niczym cień, przemykała się CavidanJej serce waliło jak młot. Zatrzymała się przy uchylonych drzwiach, przyłożyła ucho do zimnej framugi i wstrzymała oddech, starając się usłyszeć każde słowo Yildiz podeszła do kąta, gdzie stał duży, metalowy kosz na śmieci. Nacisnęła stopą pedał, a wieko uniosło się z cichym, metalicznym zgrzytem W środku, starannie owinięty w czarną, foliową torbę, spoczywał laptop.— Zobacz — powiedziała ściszonym, nerwowym głosem — Schowałam go tutaj. To ostatnie miejsce, w którym ktokolwiek by szukał. Nikt się nie domyśli, że coś tak ważnego jest w koszu na śmieci Hulya pochyliła się nad znaleziskiem, a w jej oczach błysnęła ulga.— Doskonale, Yildiz Genialny pomysł. Niech tu zostanie, dopóki nie przyjedzie Kuzey.Kiedy tylko się pojawi, od razu mu to pokażemy Niech zobaczy na własne oczy, kim jest kobieta, którą jego ojciec poślubił.— Cii… Nie powinnyśmy o tym tak głośno rozmawiać — syknęła Yildiz, rozglądając się nerwowo po ciemnym pomieszczeniu — A co, jeśli ktoś nas podsłuchuje? Mam złe przeczucia.— Spokojnie, uspokój się.— Hulya położyła jej dłoń na ramieniu, próbując dodać jej otuchy — To miejsce jest bezpieczne. Nikt tu nie zagląda.Yildiz westchnęła głęboko, jakby chciała w ten sposób dodać sobie odwagi — Alper powiedział to bardzo jasno: Sila jest niewinna. To najważniejsze. Kiedy Kuzey obejrzy to nagranie, cała prawda wyjdzie na jaw Odkryje prawdziwe, mroczne oblicze Cavidan.Kamera przesuwa się na drzwi, a tam, w mroku korytarza, czai się Cavidan Jej twarz wykrzywia grymas czystej furii. Zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że jej pomalowane na czerwono paznokcie wbiły się w skórę — Niech to szlag… — wysyczała przez zaciśnięte zęby. Jej szept był jadowity. — Te dwie idiotki… One chcą mnie zapędzić w kozi róg Jeśli Kuzey dowie się prawdy, wszystko stracę. Dom, status, pieniądze… wszystko.Muszę zdobyć ten laptop… muszę go zniszczyć I to natychmiast.Nagle ciszę przerwał dźwięk silnika samochodowego. Na podjeździe rozbłysły ostre światła reflektorów, omiatając podwórze Przez bramę wjechał czarny samochód Kuzeya. Cavidan zamarła tylko na ułamek sekundy Panika ustąpiła miejsca zimnej, błyskawicznej kalkulacji.Nie było czasu do stracenia Działała instynktownie. Wyjęła z kieszeni fartucha pęk kluczy, odnalazła właściwy, wsunęła go do zamka w drzwiach pomieszczenia gospodarczego Przekręciła. Metaliczny klik zabrzmiał w ciszy jak wyrok. Z triumfalnym, złowieszczym błyskiem w oczach zamknęła Hulyę i Yildiz w środku — Najpierw was uciszę, wścibskie jędze — szepnęła do siebie, opierając czoło o zimne drewno drzwi — A potem zajmę się tym przeklętym laptopem. Koniec gry.Ege wszedł do salonu Feraye jak burza Nie przywitał się, nie uśmiechnął. Jego twarz była kamienna, a spojrzenie chłodne i przenikliwe Bez słowa usiadł obok niej na kanapie, ale nie rozluźnił się. Siedział sztywno, wyprostowany, a jego obecność sprawiła, że w powietrzu natychmiast zawisł ciężar niewypowiedzianych oskarżeń – Co się stało? – spytała Feraye ostrożnie, niemal szeptem.Jej intuicja podpowiadała jej, że to nie jest zwykła wizyta – Czy pojawił się jakiś problem? Wyglądasz na zdenerwowanego.– Człowiek, któremu wysłałaś pieniądze, był dzisiaj u cioci Gonul – odpowiedział Ege, a jego głos był pozbawiony wszelkich emocji Nie odrywał od niej wzroku, jakby chciał wyczytać prawdę z jej oczu.Feraye zmarszczyła brwi Na jej twarzy odmalowało się autentyczne zaskoczenie.