
Są jak złodzieje z „Kevina samego w domu” – bez talentu i szczęścia. Te przestępstwa przeszły do historii nie przez spryt, ale przez absurd, nieudolność i kompletny brak wyobraźni. Policjanci wspominają je do dziś – często ze śmiechem. Oto zbiór kryminalnych wpadek, które trudno brać na poważnie.
Przestępcy nieudacznicy. Kronika najgłupszych wpadek
Mało który przestępca wykazuje się finezją, ale czasem trafiają się przypadki tak skrajne, że nawet funkcjonariusze mają problem z zachowaniem powagi i kwestionują wybór kariery. Czy wszyscy przestępcy są głupi? Oczywiście, że nie. Wielu działa skutecznie i bywają groźni – tyle że o nich zwykle się nie czyta, bo nie dają się złapać. Bohaterami tego zestawienia są za to prawdziwi mistrzowie kompromitacji: przestępcy nieudacznicy, których pomysły kończyły się szybciej, niż się zaczęły.
Jednym z rekordzistów był Tadeusz K., który w 2011 roku postanowił „rozebrać” Most Grota-Roweckiego. Pod osłoną nocy wszedł na konstrukcję z własnym zapleczem technicznym: żarówką podłączoną do latarni i szlifierką kątową. Chciwość okazała się silniejsza od rozsądku. Gdy odciął element, na którym siedział, runął z około 10 metrów. Na ziemię, nie do wody – co nie uratowało go przed bólem i wizytą służb. Co najlepsze, to on sam wezwał pogotowie, a gdy ratownicy nie mogli go znaleźć, na miejscu pojawiła się policja. Tajemnica „jak znalazł się pod mostem” szybko się wyjaśniła.
Równie spektakularnie poległ 24-latek z Torunia, poszukiwany trzema listami gończymi. Gdy policja zapukała do mieszkania, wyskoczył przez okno, przeskoczył ogrodzenie jednostki wojskowej i… wskoczył do kontenera na śmieci. Kryjówka okazała się mniej genialna, niż zakładał. Funkcjonariusze szybko „wydobyli” go z odpadów i przewieźli prosto do aresztu. Pozostaje współczuć doznań węchowych.
Cała Polska żyła też historią „znikającego czołgu”. Maszyna została nocą wywieziona z terenu w Pruszkowie i spokojnie przetransportowana kilkadziesiąt kilometrów dalej. Internet oszalał, bo trudno przejść obojętnie obok kradzieży czołgu. Finał był jednak wyjątkowo przyziemny – zamiast sensacyjnego skoku okazało się, że chodziło o kłótnię o pieniądze. Jeden ze wspólników uznał, że najlepszym argumentem w sporze będzie… zabranie czołgu.
Absurd gonił absurd także w Gostyninie, gdzie młodzi mężczyźni układali na drodze konstrukcję z kostki brukowej. Wyglądała jak altanka, a w środku – na telefonie – znajdował się biały proszek. I nie był to cukier puder. Policjanci szybko ustalili, że to hojnie posypana amfetamina, a „budowniczy” zdecydowanie nie mieli ochoty na spotkanie z mundurowymi. Pomimo stanu pobudzenia, sił na uniknięcie zatrzymania zabrakło.
W Świnoujściu trzej mężczyźni próbowali ukraść uliczne latarnie. Plan był prosty, realizacja – już mniej. Podczas ucieczki auto ugrzęzło w błocie, a policjant znalazł schowane w zaroślach latarnie. Nocna „inwestycja w oświetlenie” zakończyła się kajdankami.
Był też 50-latek z Pucka, który po alkoholu wpadł na pomysł, by podszyć się pod policjanta i wylegitymować przypadkowego lokatora. Traf chciał, że trafił na prawdziwego funkcjonariusza. Alkomat pokazał 2,5 promila, a żart – rok więzienia w perspektywie.
Na koniec perełka absolutna: 27-latek, który włamał się na posesję, ukradł rower i… nie potrafił z niej wyjść. Alkohol zrobił swoje, płot okazał się nie do przejścia, więc zadzwonił po właściciela domu z prośbą o pomoc.